środa, 19 lipca 2017

[5] Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem - Lauren Fern Watt




Tytuł: Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem
Autor: Lauren Fern Watt
Tłumaczenie: Dorota Stadnik
Wydawnictwo: HarperCollins
Data wydania: 2017
Ilość stron: 224
ISBN: 9788327629364
Moja ocena:
★★★★★★★☆☆☆


Kochani dzisiaj zapraszam Was na recenzję książki, którą otrzymałam od portalu sztukater.pl . Zapraszam!

Posiadacie własnego pupila ? Spędzacie z nim czas na wspólnych zabawach, spacerach ? A wyobrażacie sobie możliwość stracenia Waszego zwierzęcego przyjaciela ? Moment, w którym dowiadujecie się, że wasz zwierzak jest nieuleczalnie chory , a  Wy nic nie możecie z tym zrobić; zostaje Wam tylko czekać. W takiej właśnie sytuacji znalazła się główna bohaterka, a zarazem autorka książki Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem.
Lauren jest bardzo związana ze swoim siedemdziesięciokilogramowym psem. Od jej dziewiętnastych urodzin, ona i Gizelle stają się nierozłączne. W chwili kiedy weterynarz stawia niekorzystną diagnozę dla Gizelle, Lauren postanawia zabrać ją w ostatnią wspólną podróż i spełnić jej wszystkie marzenia.
Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem to osobista historia pisana na wzór pamiętnika. Poznajemy życie głównej bohaterki. Można się w zupełności odnaleźć w jej życiowych sytuacjach, ponieważ nie prowadzi ona spokojnego, sielankowego życia. Na swojej drodze spotykają ją różnego rodzaju kłopoty: choroba alkoholowa mamy, problem ze znalezieniem pracy czy z wynajęciem mieszkania.
Czytając tą pozycję, bardzo zaimponowała mi postawa Lauren. Byłam pod wielkim wrażeniem jej zaciętości. Pomimo tylu problemów, jakie ją spotykały, zaciskała zęby i nie poddawała się. W chwili kiedy dowiedziała się o nowotworze Gizelle, nie załamała się; wiadomo było jej przykro, ale nie  popadła w depresje. Zebrała się w sobie i sprawiła, że ostatnie kilka miesięcy życia Gizelle, były dla niej niezapomnianymi wrażeniami, przepełnionymi miłością i czułością skierowaną w jej stronę.
Kolejnym aspektem, który bardzo mi się spodobał to opisana więź, jaka łączyła Gizelle i Lauren. Miłość, jaką sobie okazywały… Uczucie, którymi siebie nawzajem darzyły… .  W środku znalazłam również przepiękny cytat: Miłość działa najlepiej, kiedy jest bezwarunkowa! Coś pięknego! Czytając tą historię, byłam nią po prostu zauroczona!
Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem to książka wywołująca u czytelnika całą gamę emocji. Jak pewnie się domyślacie znajdzie się tu miejsce na smutek i urojone łzy . Ale nie tylko…. Historia ta od pierwszych stron  wywołuje u czytelnika uśmiech na twarzy. Również nie brakuje momentów, kiedy należy się powstrzymać, aby nie prychnąć śmiechem.
Samo wydanie książki jest idealne. Brak jakichkolwiek literówek w tekście,  spora, a co najważniejsze czytelna czcionka. Książka pisana prostym i łatwym językiem.  Zaskakująca, oczywiście bardzo pozytywnie, była dla mnie także  wklejka wewnątrz książki przedstawiająca zdjęcia z prywatnego albumu autorki. Fotografie te były dopasowane, po jednej do każdego rozdziału. Uważam, że taki zabieg, jak najbardziej zasługuję na pochwałę, gdyż umożliwia czytelnikowi jeszcze większe zagłębienie się w tą historię i wyobrażenie jej sobie dokładnie.
Pomimo tego, że wymieniłam tyle ochów i achów, książka niestety nie porwała mnie od pierwszych stron. Były momenty, w których czytało mi się ją przyjemnie i lekko, ale z przykrością muszę stwierdzić, że więcej było momentów, w których była ona troszeczkę nudna. Często, już pod koniec pojawiały się oklepane akapity, które niepotrzebnie zwalniały tempo akcji. 
Podsumowując: Uważam, że książka Gizelle. Życie z bardzo dużym psem to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników zwierząt, a przede wszystkim dla sympatyków  psów. Chwytająca za serce historia na pewno Was urzeknie. Książka ta daje dużo do myślenia i zapada w pamięć na długo. Dlatego gorąco polecam Wam tę pozycję! Nie będziecie żałować!
Dajcie koniecznie znać czy sięgniecie po tą pozycję! A może znacie inne tytuły, w których występują zwierzęta? Czekam na Wasze komentarze! Również zachęcam Was do pozostania ze mną na dłużej poprzez zaobserwowanie bloga PyszneBuki i zasubskrybowanie kanału na YouTube.

Jeszcze raz chciałabym bardzo gorąco podziękować portalowi sztukater.pl za umożliwienie mi przeczytania tej książki!

Recenzja we współpracy z


2 komentarze:

  1. Nie miałam jeszcze przyjemności zabrać się za tę książkę. Mam już sporą listę, a więcej do niej przybywa niż ubywa... xD Jednak przyznam, że zaintrygowałaś mnie swoją opinią i zastanowię się nad ewentualnym dopisaniem tej książki. "W końcu jedna mnie nie zbawi" jak to mówię, ale kolejne 50 to już chyba tak... xD
    O zwierzętach czytałam "Był sobie pies" (nawet ekranizację obejrzałam) i jestem zachwycona książką (filmem o wiele mniej). ;)
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się borykam z tym problemem :/
      Słyszałam o tej książce same pozytywne opinie, będę musiała po nią sięgnąć w niedalekiej przyszłości!

      Usuń

Copyright © 2016 Pyszne Buki , Blogger